| Przyjeżdża Duńczyk do lekarza |
|
|
|
| Wpisany przez Redakcja | |||||
| Środa, 10 Maj 2006 13:00 | |||||
Zagraniczni pacjenci w polskich szpitalach leczą głównie zęby. Interesują ich zabiegi chirurgiczne i ortopedyczne. Szpitale już liczą zyski, jakie przyniosą im obcokrajowcy Zagraniczne firmy proponują leczenie w Polsce - usuwanie zaćmy, laserową poprawę wzroku, leczenie przerostu gruczołu krokowego, implanty stawów i operacje przepukliny. Pacjentów jeszcze nie ma wielu, ale - jak twierdzą fachowcy z branży - co roku będzie ich coraz więcej. - W Polsce wykonanie niektórych zabiegów, na przykład wszczepienie endoprotezy, jest kilka razy tańsze niż w ramach prywatnego leczenia w Anglii - mówi Wojciech Moritz, dyrektor Patient Choice International. - Na razie cudzoziemcy korzystają w Polsce głównie z usług stomatologów. - Interesuje ich przede wszystkim specjalistyczne leczenie w szpitalach klinicznych. Na razie do naszego regionu przyjeżdża kilkadziesiąt osób rocznie, ale to może się szybko zmienić - uważa dr Jacek Michalak, dyrektor Biura ds. Integracji z Unią Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Łódź tak mocno liczy na obcokrajowców, że Uniwersytet otworzył nawet specjalne kursy, na których mają się kształcić przewodnicy przyszłych pacjentów. - Na razie Polska nie jest postrzegana jako kraj, w którym są doskonałe warunki leczenia. Brakuje nam dobrej marki - mówi Jan Czeczot, wicedyrektor Instytutu Kardiologiiw Warszawie. - Dlatego mimo że robimy u siebie najnowocześniejsze operacje i mamy doskonałą diagnostykę, pacjentów, którzy przyjeżdżają do nas na planowe leczenie, jest zaledwie kilku w ciągu roku. Na razie na dobrą markę polskich lekarzy pracują za granicą ci, którzy wyjechali za chlebem. Czy to wpłynie na skalę "szpitalnej turystyki"? - W Anglii na leczenie czeka się długo dlatego, że brakuje lekarzy. Ale ten problem Anglicy powoli rozwiązują. Ode mnie przeniosło się tam do pracy już trzech ortopedów - mówi prof. Bogusław Frańczuk, dyrektor Krakowskiego Centrum Rehabilitacji. - Za granicę wyjeżdżają polscy lekarze, pacjenci ich poznają i darzą coraz większym szacunkiem - mówi Wojciech Moritz. - Sądzę, że mechanizm będzie podobny do tego, który zadziałał w Indiach. Odkąd na Wyspach Brytyjskich zaczęli leczyć hinduscy lekarze, do Indii przyjeżdżają pacjenci z całej Europy. Cztery razy więcej pieniędzySzpitale przygotowują się do przyjęcia przyszłych pacjentów. - Szesnaście pielęgniarek już uczy się angielskiego. Robimy remont. Żeby nie odbiegać od standardów, musimy mieć łazienki z szerokimi drzwiami, niewielkie pokoje. Cudzoziemcy nie będą chcieli leżeć w gorszych warunkach, niż mieliby u siebie - mówi Maciej Michalik, ordynator Oddziału Chirurgii Szpitala w Wejherowie. Ordynator Michalik chce przyjmować pacjentów z kamicą nerkową i przepukliną. Na te operacje w Anglii czeka się nawet dwa lata. - U nas pacjent zapłaci za taki zabieg dwa razy mniej niż u siebie. A my dostaniemy cztery razy więcej, niż płaci nam Narodowy Fundusz Zdrowia za polskich pacjentów - podkreśla. W Krakowskim Centrum Rehabilitacji, do którego na operację wszczepienia endoprotezy co roku przyjeżdża kilkudziesięciu cudzoziemców, do niemal 5,5 miliona, które NFZ płaci za polskich pacjentów, dochodzi 700 tysięcy za tych z zagranicy. - Możemy brać od nich pieniądze za leczenie, bo w świetle naszych przepisów nie są ubezpieczeni - tłumaczy prof. Bogusław Frańczuk dyrektor Krakowskiego Centrum Rehabilitacji. Po piękny uśmiech do Łodzi
- Te pieniądze dają nam szanse na kupno nowoczesnego sprzętu i lepsze pensje dla personelu - ocenia Monika Domarecka, zastępca dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 6 w Łodzi. Z tutejszej stomatologii korzysta rocznie około 200 zagranicznych pacjentów - głównie z Danii i Niemiec. Szpital podpisał umowę z pośrednikiem, który organizuje ich przyjazdy. - Nasze leczenie w niczym nie odbiega od standardów, jakie znają - mówi Domarecka. Powodzeniem cieszą się też operacje usuwające głuchotę i niedosłuch w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach pod Warszawą, prowadzonym przez prof. Henryka Skarżyńskiego. - W zeszłym roku co piąty pacjent, którego leczyliśmy z częściowej głuchoty naszą metodą, był cudzoziemcem - opowiada Renata Korneluk, rzecznik Instytutu. - Specjalnie się nie reklamujemy. Jesteśmy znani, bo swoje osiągnięcia przedstawiamy na konferencjach naukowych. Nie ma umów z ubezpieczycielamiNa razie do polskich szpitali trafiają pacjenci, którzy za leczenie płacą prywatnie, albo tacy, którzy w czasie pobytu w naszym kraju wymagali pilnej interwencji lekarza. Ale tych jest niewielu. Od wejścia do Unii państwa unijne wydały na leczenie swoich obywateli w Polsce równowartość 18,5 miliona złotych. Za leczenie Polaków za granicą NFZ zapłacił cztery razy więcej. - Mamy informacje tylko o tych pacjentach, którzy wymagali pilnej pomocy lekarza, ze złamaniami, zatorami, zawałami. Są oni traktowani tak samo, jak nasi ubezpieczeni - tłumaczy Andrzej Troszyński z NFZ. - Natomiast zagraniczni pacjenci przyjeżdżający na leczenie planowe to - z punktu widzenia naszego systemu - osoby nieubezpieczone. NFZ nie ma o nich żadnych danych.
Źródło: Rzeczpospolita
{moscomment}
|





