Republika Eskimosów nie chce być Królestwem Danii PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Poniedziałek, 19 Maj 2008 10:29
Image 

Niepodległość Grenlandii to tylko kwestia czasu - mówi Juliane Henningsen, grenlandzka deputowana w duńskim parlamencie. - Kiedy to się stanie? - pytam. - Za 20 lat - odpowiada bez wahania

Henningsen wywodzi się z partii Inuit Ataqatigiit (Braterstwo Innuitów), która za cel stawia sobie niepodległość. Wyraźne eskimoskie rysy rzucają się w oczy. Choć w dzisiejszym świecie 20 lat to niemal wieczność, Innuici, rdzenni mieszkańcy największej wyspy świata, są gotowi czekać. Grenlandia to w końcu w ich języku Kalaallit Nunaat, czyli Ziemia Eskimosów. Eskimosi zamieszkują ją od co najmniej 4 tys. lat, ale ich ziemia od XVIII wieku należy do Danii.

Krok do niepodległości

Historii nie da się zatrzymać. Od lat 70. XX wieku Grenlandia zmierza ku niepodległości. Opublikowany na początku maja opasły raport o jej przyszłości to zdaniem Henningsen kolejny wielki krok do tego celu. "To mieszkańcy Grenlandii powinni zdecydować, czy chcą, by Grenlandia była niepodległa" - brzmi jego konkluzja.

Nad raportem pracowała przez cztery lata grupa polityków z Danii i Grenlandii, mając poparcie duńskiego premiera. Sam Anders Fogh Rasmussen mówi zresztą to samo, co pani Henningsen: - Wnioski raportu to pierwszy krok ku niepodległości.

Pod koniec listopada tego roku mieszkańcy wyspy zagłosują w referendum - na razie w sprawie jeszcze szerszej autonomii. Jeśli większość powie "tak", co jest wielce prawdopodobne, to od czerwca 2009 roku lokalne władze stopniowo przejmować będą kontrolę nad bogactwami naturalnymi, policją, sądownictwem, w zamian za redukowanie duńskich subsydiów.

Polityka zagraniczna i obronna pozostanie dalej domeną Danii, ale Kopenhaga będzie konsultować najważniejsze decyzje z władzami na wyspie.

Dawna duńska kolonia jest bardzo autonomicznym terytorium zależnym, którego głową jest duńska królowa Małgorzata II. Władza ustawodawcza należy do lokalnego parlamentu, który z powodów klimatycznych zbiera się tylko dwa razy do roku - wiosną i jesienią. Władzę wykonawczą sprawuje lokalny rząd, zawsze koalicyjny, na którego czele stoi dziś Hans Enoksen z umiarkowanej partii Siumut (Naprzód).

Autonomią Grenlandia cieszy się od 1979 r., ma własną flagę (biel lodu, czerwień fiordów), godło (polarnego niedźwiedzia) i ambicje. Nie ma sił zbrojnych, wystarczającej liczby wykształconych fachowców i pomysłów na swoją przyszłość, ani też środków do życia. W 1985 r. wystąpiła na własną prośbę z Unii Europejskiej, do której weszła na początku lat 70. jako część Danii. Była to dotąd jedna z najbardziej "niepodległych" decyzji w historii tego kraju.

Trzy (niespełnione) warunki niepodległości

- Oczywiście można sobie wyobrazić niepodległość Grenlandii - mówi "Gazecie" Klaus Carsten Pedersen, dyrektor Duńskiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej. - W praktyce to za mała załoga, by sama mogła dowodzić tak wielkim statkiem - tłumaczy.

Rzeczywiście, "załoga", czyli 56 tys. mieszkańców wyspy, z czego 50 tys. to Eskimosi, żyje na niewielkiej części ogromnej wyspy zajmującej obszar niemal równy połowie Europy! Gęstość zaludnienia wynosi 0,027 mieszkańca na kilometr kwadratowy. W odróżnieniu od reszty świata świat 18 istniejących na Grenlandii miast i 60 osad nie łączą właściwie drogi. Komunikacja odbywa się prawie wyłącznie drogą morską lub lotniczą, a zimą - psimi zaprzęgami.

Grenlandia nie jest w stanie nie tylko sama się obronić, ale i upilnować swej strefy połowów. Jej wody przybrzeżne przez okrągły rok patroluje duńska marynarka wojenna. Zależność od Danii pogłębia to, że jest ona głównym partnerem handlowym Grenlandii i dostawcą olbrzymiej większości żywności. 80 proc. towarów przypływa z oddalonych o 3 tys. km duńskich portów.

Klaus Carsten Pedersen, który uchodzi w Danii za jednego z największych ekspertów od spraw grenlandzkich, tłumaczy, że aby niepodległość wyspy nie skończyła się fiaskiem, powinny zostać spełnione trzy warunki: •  kraj musi mieć zapewnione przyjazne otoczenie międzynarodowe, •  osiągnąć wydolność gospodarczą •  i mieć odpowiednie zasoby ludzkie.

Jak na razie żaden z tych warunków nie został spełniony.

Gospodarka, Eskimosie!

Najważniejsza jest oczywiście gospodarka. Wszyscy zgadzają się, że wyspa, której jedną trzecią PKB stanowią roczne subsydia z Danii - 3,2 mld koron duńskich (630 mln dolarów) - musi na swoją niepodległość zarobić. Będzie to trudne, bo największym "sektorem" gospodarki jest administracja, a głównym po subsydiach źródłem dochodów jest na razie przetwórstwo krewetek.

Sektor publiczny oraz administracja państwowa i lokalna zatrudnia 45 proc. czynnych zawodowo Grenlandczyków. Tylko co dziesiąty mieszkaniec wyspy prowadzi tradycyjny tryb życia, czyli jest myśliwym. Wiosną i latem bezrobocie wynosi 10 proc., ale w czasie srogiej zimy zwiększa się do ponad 30 proc. Spora część społeczeństwa żyje tylko dzięki pomocy socjalnej.

Co więcej Eskimosi po upadku tradycyjnego trybu życia i przeniesieniu się do domów zapijają swe frustracje. Plagą dorosłych jest pijaństwo, a wśród młodzieży szerzy się narkomania i, co się z nią wiąże, AIDS.

Juliane Henningsen, podobnie jak i wielu grenlandzkich optymistów łudzi się, że topniejące z powodu globalnego ocieplenia lodowce odsłonią liczne bogactwa naturalne - diamenty, złoto. Liczy na to, że arktycznego szelfu zacznie płynąć wartkim strumieniem ropa naftowa. Realiści tacy jak Pedersen mówią, że już teraz grenlandzkie firmy powinny robić próbne odwierty szelfu, by potem udokumentować, że złoża należą do Grenlandii. Jak na razie robią to Norwegowie, Kanadyjczycy i Amerykanie.

Złoża ropy podobno są duże - amerykańskie Geological Survey szacuje, że na północny wschód od wyspy znajduje się 31,4 mld baryłek. Problem w tym, że nawet jeśli istnienie ropy zostanie potwierdzone, to od odkrycia do eksploatacji złóż minie co najmniej 10 lat. Dochody może przynieść też hydroenergetyka, ale choć warunki ku temu są tu znakomite, to żeby czerpać z niej zyski, trzeba najpierw zbudować hydroelektrownie.

Zbyt pochopnie ogłoszona niepodległość kryje w sobie też inne wyzwania. Słaba Grenlandia i jej nieodkryte, ale potencjalnie wielkie bogactwa naturalne staną się przedmiotem mocarstwowej gry USA, Kanady, Norwegii i Rosji, której batyskafy penetrowały w zeszłym roku dno Bieguna Północnego.

Amerykanie na wyspie już są. Znajdująca się od lat 50. XX w. na Grenlandii amerykańska baza radarowa Thule stała się uszami i oczami amerykańskich rakiet. Grenlandczycy, którzy nie mają wpływu na to, co się dzieje w bazie, są wściekli, że Duńczycy dogadują się z Amerykanami za ich plecami. Innuici bezskutecznie walczą z Amerykanami o odszkodowania za prawa do polowań na terenie bazy.

To dlatego Svend Aage Christensen, analityk Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych z Kopenhagi mówi nam, że niepodległość Grenlandii zrodzi wiele trudnych pytań. Jak nowe państwo ułoży sobie stosunki z USA i UE i NATO? Kto będzie jej bronił? Czy będzie w stanie utrzymać niezależność gospodarczą?

Zanim więc Grenlandczycy ogłoszą się republiką, powinni mieć na nie jasne odpowiedzi.

 źródło:

http://www.gazeta.pl